close

Każdy, kto zajmuje się mediami społecznościowymi – amatorsko, czy profesjonalnie – potwierdzi, że kluczowe jest regularne publikowanie treści. Ok, ale dobre rady mają to do siebie, że łatwo się je daje, lecz trudniej wprowadzić je w życie. Co będzie, jeśli zechcemy pojechać na wakacje? Czy musimy przerywać przyjemny spacer brzegiem morza tylko po to, żeby wrzucić kolejny post na Facebooka, czy Instagram? A jeśli ci powiem, że możesz wcześniej przygotować sobie kilka postów, a one same się opublikują w wyznaczonym czasie i nikt nawet nie zauważy, że jesteś offline? Fajnie, nie? No to zaczynamy.

Facebook Creator Studio jest darmowym narzędziem utworzonym przez Facebooka do zarządzania stronami oraz treściami na nich. Pozwala na tworzenie postów (tak samo jak z poziomu strony), relacji (tylko Facebook), przeglądanie statystyk, tworzenie biblioteki treści, moderowanie wiadomości (tylko Facebook) i, co najważniejsze, umożliwia planowanie terminu publikacji postów. W tym poradniku skupimy się tylko na tej ostatniej opcji, ale nie bój się eksplorować. Większość opcji opanujesz w lot!

Planowanie na Facebooku

Zaczynamy od otworzenia strony Creator Studio [sc name=”link” url=”https://www.facebook.com/creatorstudio/” tekst=” i na początek naszym oczom ukazuje się taki panel główny:

 

 

Najpierw trzeba utworzyć post. Klikamy na pole „Opublikuj coś…” lub „Utwórz nowy” i „Utwórz post”. Jeśli zarządzamy dwoma lub więcej stronami pokaże się nam opcja wyboru, gdzie chcemy publikować dany post. Wybieramy odpowiednią stronę i pojawia się okienko tworzenia nowego wpisu.

 

Znajdziemy tu te wszystkie opcje, które są dostępne przy tworzeniu posta z poziomu strony. Można więc dodać tekst, oznaczać inne strony, dodawać linki, zdjęcia, filmy itp. Niczym was tutaj nie zaskoczę. Bardzo przydatna jest funkcja po prawej stronie, gdzie można zobaczyć podgląd posta, nie tylko wyświetlanego na komputerach, ale i na smartfonach. Ustawieniem, na które polecam zwrócić uwagę jest opcja znajdująca się na samym dole, czyli „Zakończ dystrybucję w aktualnościach”. Przy jej zaznaczeniu i ustaleniu daty informujemy Facebook kiedy dany post przestanie się ukazywać w aktualnościach. To bardzo przydatne, żeby uniknąć na przykład zapraszania fanów na koncert, który już się odbył. Jednak taki post po przekroczeniu swojej daty ważności nie zniknie z naszej strony. Wracajmy do naszego posta: treść jest już gotowa, ale chcemy zaplanować publikację w przyszłości. W tej sytuacji obok przycisku „Opublikuj” klikamy na strzałkę w dół, gdzie są dodatkowe opcje. Nas interesuje „Zaplanuj publikację posta”.

 

W nowym okienku podajemy datę oraz godzinę publikacji i klikamy „Zapisz”. Po tym powrócimy do okna z naszym postem, ale zamiast przycisku „Opublikuj” w dolnym prawym rogu pojawi się pole „Zaplanuj publikację posta”. Klikamy i tyle, cała filozofia. Nasz post pojawi na wybranej stronie w wyznaczonym czasie. Do tego momentu wszystkie swoje zaplanowane posty możesz podejrzeć w sekcji „Do publikacji”. Tam nadal jest możliwość edycji albo dodania promocji.

A co z Instagramem?

Zaplanowanie posta na Instagramie jest również proste, ale wymaga od nas powiązania konta na Instagramie ze stroną na Facebooku. Do tego twój profil na Instagramie musi być ustawiony jako konto firmowe lub konto twórcy. Możesz to łatwo ustawić w aplikacji na telefonie wchodząc do ustawień, a potem sekcji „Konto” i dalej „Przejdź na konto profesjonalne”. Polecam konto twórcy, ponieważ w obsłudze nie różni się znacząco od prywatnego.

Kiedy to już masz ustawione, nadal pozostając w aplikacji na telefonie, kliknij na „Edytuj profil”. Tam pojawi się nowa opcja „Strona”, którą należy wybrać. Następnie klikasz na „Powiąż z istniejącą” i wybierasz swoją stronę. Teraz twój profil na Instagramie został połączony ze stroną na Facebooku. Teraz musimy jeszcze nadać uprawnienia dla Creator Studio.

 

 

W tym celu wracamy znów do komputera. Na samej górze na stronie Creator Studio, pośrodku, znajduje się logo Instagrama. Klikamy na nie i pojawi się duży przycisk „Powiąż konto”. Klikamy, logujemy się i potwierdzamy. Od tej pory możemy już publikować treści z poziomu panelu Creator Studio. Pamiętaj, że teraz taką możliwość będzie miał też każdy, kto ma uprawnienia do publikacji na twojej stronie na Facebooku.

 

 

Tworzenie posta na Instagramie jest podobne jak w przypadku Facebooka. Z oczywistych względów musimy dodać grafikę albo film. Można je załadować z naszego komputera ale też z tych już udostępnionych na Facebooku. Podczas przygotowywania posta możemy też oznaczać inne profile, dodać automatycznie do strony, czy skadrować zdjęcie. Jeśli chcemy, by post został opublikowany później, istnieje taka opcja, podobnie jak dla stron na Facebooku.

 

Po potwierdzeniu kliknięciem na „Zaplanuj” twój post pojawi się w bibliotece, gdzie możesz nadal go edytować.

Funkcjonalności dla Instagrama są cały czas rozwijane i z czasem będzie coraz więcej opcji, dlatego warto już teraz zaznajomić się z narzędziem Creator Studio. Mam nadzieję, że planowanie postów wejdzie ci w krew i twoja obecność w Internecie będzie nie tylko regularna, ale i bardziej przemyślana, dzięki czemu uda ci się utrzymać stały kontakt z twoimi fanami.
Teraz już wiesz wszystko o planowaniu postów na Instagramie i Facebooku
Gratuluję i… do dzieła!

ZAiKS… Wśród niezależnych autorów obrósł bardzo wieloma mitami, a przy tym wielu twórców nie darzy tej organizacji szczególną estymą. Wystarczy przyjrzeć się temu, jak stowarzyszenie przedstawiało się w przeszłości, by odnieść wrażenie, że taka opinia nie była zupełnie bezpodstawna. Na szczęście czasy się zmieniają, a sam ZAiKS coraz sprawniej udowadnia, że od zawsze stoi po stronie twórców i ich interesów, i tak właściwie to niewiele ma wspólnego z kafkowskim „Zamkiem”.

Postanowiłem więc przybliżyć działanie ZAiKS-u tym, którzy go najbardziej potrzebują, czyli prawdopodobnie tobie, skoro to czytasz. Pokażę ci jak z człowieka niemal bezradnego wobec bezprawnego wykorzystania jego twórczości, możesz stać się autorką/autorem, na konto którego wpływają tantiemy.

Brzmi jak przygoda, więc zaczynajmy!

Na początku uściślijmy czym w tym artykule się zajmiemy, i co ważniejsze, czego nie będzie dotyczył. Skupimy się na zgłoszeniu pierwszego utworu słowno-muzycznego (podlegającego do tzw. małych praw), nie będącego opracowaniem w celu przekazania pod zarządzanie przez ZAiKS majątkowymi prawami autorskimi. Mówiąc prościej: jak zarejestrować własną autorską piosenkę, która nie jest przeróbką, tak by ZAiKS przekazał nam tantiemy. Nie będę tutaj pisał o tym jak stać się członkiem stowarzyszenia, jak powierzyć w zarządzanie cały musical, jak zgłosić przeróbkę innego utworu, czy książkę itp. To zbyt wiele, jak na jeden wpis na blogu. Zatem tylko (albo aż) autorska piosenka, kropka.

Co właściwie robi ZAIKS?

Zanim przejdziemy dalej warto jeszcze zaznaczyć, że ZAiKS zarządza tylko majątkowymi prawami autorskimi, czyli w przypadku piosenki (w ogromnym uproszczeniu) są to prawa do oryginalnej kompozycji, którą można zapisać w nutach i oryginalnego tekstu, który można zapisać na kartce. Nie chodzi o jakieś konkretne nagranie, lecz sam utwór, niezależnie od wykonania; czyli o to co sprawia, że „Where Did You Sleep Last Night” różni się od „Smells Like Teen Spirit”, niezależnie czy wykonuje to Nirvana, czy Leadbelly.

Obok praw autorskich powstają jeszcze prawa pokrewne, np. prawa do artystycznych wykonań czy prawa do fonogramu. Te prawa są zarządzane przez inne OZZ (Organizacja Zbiorowego Zarządzania prawami autorskimi, np. ZPAV, czy STOART) i od nich również mogą przysługiwać ci tantiemy. Piszę o tym, by przypomnieć, że ZAiKS to nie wszystko i warto zainteresować się tematem tantiem szerzej. Najlepiej skonsultować się z prawnikami specjalizującymi się w prawie autorskim, co polecam całym sercem: wiedzą o wiele więcej niż random z Internetu i są znacznie tańsi, niż może ci się wydawać. Serio.

W tym miejscu chciałbym podkreślić, że ten artykuł nie zastępuje porady prawnej, i że nawet przy takim zawężeniu tematu i dobrych chęciach mogę coś pominąć lub opisać niewystarczająco dokładnie. Dlatego przypominam, że są specjaliści i oni chętnie pomogą. W wielu sprawach można skontaktować się bezpośrednio z odpowiednim działem ZAiKS ( https://zaiks.org.pl/kontakt ). Z mojego osobistego doświadczenia i zapewnień wielu moich znajomych wiem, że nikt tak uprzejmie i wyczerpująco nie potrafi rozwiać wątpliwości, jak właśnie pracownicy stowarzyszenia.

Podstawy teoretyczne za nami, a na pocieszenie dodam, że w tym miejscu wyczerpałem już limit trudnych pojęć. Teraz przejdźmy od słów do czynów.

Hola, hola! Ale po co w ogóle mi ten ZAiKS?

Czyli nadal masz wątpliwości? No dobra. Nie o tym chciałem, ale skoro pytasz… Najprostszą odpowiedzią jest: bo to są TWOJE pieniądze. Może nie będzie ich na początku dużo, bo nawet jak cię puszczą w radio, to max ze dwa razy, i nawet twoja mama nie zdąży przełączyć stacji, a w dodatku to regionalne radio internetowe, więc kokosy to raczej nie są…

Z drugiej jednak strony twoja kariera dopiero się zaczyna. Możesz jeszcze napisać coś chwytliwego i wtedy twój telefon będzie puchł od wiadomości gdzie to cię nie słyszano. A może fragment jednej z twoich dawno już zapomnianych piosenek trafi do reklamy skupu katalizatorów w Poznaniu i będzie puszczany przez cały rok w lokalnej rozgłośni, a ty o tym nie będziesz wiedzieć, bo mieszkasz w Szczyrku. W przypadku zysków z tantiem panuje niepisana zasada: „grosz do grosza, a będzie dużo groszy”. Takie sytuacje budują nie tylko twoją markę i rozpoznawalność, lecz także sumę na koncie. A do tego ZAiKS pobiera również tantiemy za: koncerty, na których ktoś wykonał twoją piosenkę, emisje (nie tylko w radiu), stworzone nośniki fizyczne itp. i nawet wtedy, gdy nie masz podpisanej umowy.

Bardzo prawdopodobne, że jeśli działasz aktywnie i tworzysz, ZAiKS jakieś pieniądze w twoim imieniu już pobrał i one na ciebie czekają, wystarczy się zgłosić. Osobiście byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, gdy po uzyskaniu dostępu do portalu dla twórców okazało się, że moje piosenki były emitowane w rozgłośniach, o których nie miałem wcześniej pojęcia. Z pierwszych wypłaconych z ZAiKS-u pieniędzy kupiłem sobie… bardzo smaczny obiad. Niby mało, a cieszy!

No dobra, to bierzmy się do roboty.

Ogólnie rzecz biorąc cały proces polega na przygotowaniu dość pokaźnej sterty papierów i dostarczeniu jej osobiście lub pocztą na ulicę Hipoteczną 2 w Warszawie. Brzmi banalnie? Bo rzeczywiście takie jest.

Umowa i oświadczenia

Zacznijmy od umowy i oświadczeń, bo to jest najprostsze. Wchodzimy na stronę ZAiKS i szukamy linku opisanego jako „Umowa o zbiorowe zarządzanie prawami autorskimi dla twórcy wraz z załącznikami”. Plik PDF ma 22 strony, z czego pierwsze 12 to sama umowa w dwóch egzemplarzach. Sześć stron tekstu to nie jest jakaś szczególnie męcząca lektura, dlatego polecam uważne przeczytanie umowy. Szczególnie trzeba zwrócić uwagę na kilka kwestii.

Po pierwsze pola eksploatacji. W umowie §2 p4. mamy wypisane praktycznie wszystkie możliwe pola eksploatacji, jakie są obecnie prawnie przewidziane. Jeżeli chcesz, możesz wyłączyć z powierzenia konkretne pola, rodzaje utworów lub terytoria. Do tego trzeba do umowy dołączyć specjalne oświadczenie. Zanim jednak o tym pomyślisz, skonsultuj to z prawnikiem, a potem z ZAiKS-em. Jest to bardzo wrażliwy temat i konsekwencje takiego wyłączenia mogą być duże, niemniej warto wiedzieć, że masz taką możliwość. Możesz też takie wyłączenie uzyskać później, więc nie musisz się tym martwić teraz. To reguluje §7 p2. o wypowiedzeniu umowy. Przy okazji dowiesz się, że to nie jest jakiś cyrograf i możesz zawsze rozwiązać umowę.

Paragraf 4 informuje o twoich obowiązkach wobec ZAiKS-u, z czego najbardziej „groźnie” brzmiący jest punkt 1, który mówi o obowiązku zgłaszania wszystkich nowych utworów najpóźniej do miesiąca od publikacji/wykonania. Ale bez obaw: tutaj konsekwencją będzie najwyżej to, że ZAiKS może źle naliczyć tantiemy i wszelkie tak poniesione straty nie zostaną zrekompensowane. Paragraf 5 jest ciekawy, ponieważ umożliwia nam jako autorom udzielenie specjalnej bezpłatnej, niekomercyjnej licencji na wykorzystanie utworu, a §6 przedstawia, co ci może grozić za niedotrzymanie warunków.

Ogólnie to dość wciągająca lektura. Czy pisałem już, że w razie wątpliwości, możesz się skonsultować z prawnikiem? Skoro więc już wszystko zostało skonsultowane i jest jasne, pozostaje wypełnić i podpisać oba egzemplarze (są takie same) i przejść dalej.

Kolejnym krokiem jest typowy formularz danych osobowych. Bardzo ważne jest dokładne i bezbłędne wypełnienie tego dokumentu, zwłaszcza pól adresu e-mail i telefonu kontaktowego, będą bowiem niezbędne do uzyskania dostępu do portalu online. Z własnego doświadczenia wiem, że odkręcenie literówki w e-mailu wymaga osobistego kontaktu z sekretariatem i może zająć sporo czasu. Na końcu formularza znajdują się pola, w których wybierasz sposób odbierania swoich przychodów z ZAiKS-u. Może to być przelew na konto, przekaz pocztowy lub odbiór gotówki osobiście w banku PEKAO S.A. Niby pierdoła, ale uwierzcie mi, ludzie często nie zauważali tych pól i trzeba było poprawiać, a to znowu zajmuje czas…

Następne oświadczenie wygląda dość niepozornie, ale jest bardzo istotne. Deklarujemy w nim chęć korzystania z portalu online.zaiks.org.pl i potwierdzamy, że nasze działania tam mają moc prawną. Jest to ważne, ponieważ pozwala nam na rejestrację kolejnych utworów na podstawie pliku mp3, bez żadnych partytur, fortepianówek i innych formalności. Witamy w XXI wieku!

Ostatni dokument to typowe oświadczenie RODO i o danych osobowych, standard.

Podsumujmy: dwa wypełnione i podpisane egzemplarze umowy (dwa razy po sześć stron), formularz danych osobowych (jedna strona), oświadczenie o portalu (jedna strona), oświadczenie dotyczące danych osobowych (dwie strony) i informacja o RODO (cztery, nie trzeba załączać): daje nam to w sumie 16 stron. Jeśli zgłaszasz utwór współautorski (to słowo przyda nam się później), czyli napisany wspólnie z innymi osobami (a mogę się założyć, że współautorzy też nie mają umowy z ZAiKS-em), te same dokumenty musi wypełnić każda osoba. Wtedy mamy 16 stron pomnożone przez liczbę współautorów. Odkładamy je do koperty i przechodzimy do najprzyjemniejszego.

Formularz zgłoszeniowy utworu muzycznego

Teraz kluczowy dokument, mianowicie formularz zgłoszeniowy utworu muzycznego. Jak można się domyślić, żeby ZAiKS mógł zarządzać prawami do naszych utworów, musi mieć o nich pełne informacje. Zgodnie z regulaminem stowarzyszenia pierwszy utwór możesz zarejestrować wyłącznie w formie papierowej. Następne, już po pozytywnym rozpatrzeniu pierwszego utworu i udostępnieniu portalu, zrobisz online i od tego momentu będzie można zapomnieć jak wygląda pięciolinia. Niestety na razie czeka cię jeszcze trochę pracy.

Jak już wspomniałem, zaczniemy od formularza. Na tej samej stronie , co poprzednio szukamy linku „A-Formularz zgłoszeniowy utworu muzycznego lub słowno-muzycznego z zakresu małych praw”. Plik ma tylko dwie strony, ale czyha w nim wiele pułapek, dlatego omówimy go krok po kroku. Dla przykładu wykorzystam formularz jednego z zarejestrowanych już przeze mnie utworów. Na drugiej stronie formularza są wprawdzie wyjaśnienia, ale czasami potrafią więcej skomplikować niż wyklarować.

Pole nr 1. Tytuł. Tłumaczy się samo przez się, ale pułapka tkwi w sekcji „tytuł w języku obcym/podtytuł”. To zostawiamy puste, chyba, że utwór funkcjonuje jeszcze pod innym tytułem lub jest tłumaczeniem z innego języka. W wyjaśnieniu jest podana informacja, że nie tytuł nie może być identyczny z innym zgłoszonym już utworem, ale to się tyczy utworów zgłoszonych przez tego samego autora, więc jak w bazie jest już utwór pod takim samym tytułem, to nie należy się obawiać. W bazie było dwadzieścia utworów zatytułowanych „Motyle” i mój był dwudziesty pierwszy.

Nr 2, czas: podajemy w minutach i sekundach. Tak proste, że już opuszczasz gardę, a tu przychodzi nr 3 i znów nie wiesz, gdzie jesteś… Aby zrozumieć o co chodzi w polu nr 3 przeskoczmy do pól nr 4, 5, 6 i 7. Tutaj wpisujemy wszystkich autorów naszego utworu. Jeśli tekst i muzyka są tylko twojego autorstwa, sprawę mamy prostą, w pole nr 4 wpisujesz swoje dane, to samo w polu nr 5. W przypadku, gdy utwór jest dziełem współautorskim, to też jest łatwo: wystarczy wpisać w pola 4 i 5 pozostałych autorów. Co z polami 6 i 7? Pole 6 i 7 dotyczy opracowania, czyli np. przeróbki lub tłumaczenia, a tym się nie zajmujemy, więc pozostaje puste.

Teraz wracamy do groźnego pola nr 3, które podzielone jest na dwie kolumny: prawa wykonań publicznych (czyt. koncerty) i prawa mechaniczne (czyt. cała reszta). Tutaj dzielimy procentowo, kto ma jaki wkład w utwór i ile komu przysługuje. Podział może być dowolny i różny dla obu rodzajów praw. Bardzo ważne jest, żeby podział procentowy odpowiadał rzeczywistości i żeby każdy ze współautorów się na niego zgodził, by uniknąć późniejszych konfliktów. Teoretycznie można to potem skorygować, ale konieczna jest zgoda wszystkich współautorów, co może być trudne, gdy się pokłócicie. Ważne ze względów formalnych jest również to, żeby podane wartości się sumowały do 100% w jednej kolumnie, a nie w całym polu. Czyli jak zaznaczyłem na żółto i zielono, te kolumny należy traktować osobno i każda z nich powinna dawać 100%.Również podział między muzyką a tekstem może być dowolny. Ważne, żeby suma w kolumnie wynosiła 100%. Zrozumiane? Dwie kolumny i każda z osobna ma mieć sumę wartości 100%. Kumasz? To się cieszę.

Teraz jeszcze jedna zagwozdka teoretyczna. Co się stanie, jeśli zostawimy pole nr 3 puste? W tym wypadku wszystkie „części udziałowe” zostaną potraktowane po równo. Zobaczmy to na przykładzie poniżej. Mamy trzech autorów, z czego jeden jest jednocześnie autorem tekstu i współautorem muzyki. Jeśli wszystkie wpisy z pól 4 i 5 potraktujemy jako równe, to każdy z czterech wpisów dostanie po 25%, co da nam po 25% dla kolegów, którzy tylko współkomponowali (Filipa i Mikołaja) i 50% dla autora tekstu i współautora muzyki w jednej osobie (Andrzeja). Warto to wiedzieć, bo inaczej może to stać się źródłem „lekkich napięć” wewnątrz zespołu.

Następne pola już są mniej skomplikowane. W pola nr 8-10 wpisujemy „tak” jeśli dotyczy. Pole nr 8 zaznaczamy, gdy mamy współautorów, jeśli jesteś jedynym autorem, zostaw puste. Chwilka, a co z tym utworem połączonym? Mówiąc najprościej: jeśli masz utwór połączony, to już o tym wiesz, ale skoro się teraz nad tym zastanawiasz, to najprawdopodobniej nie masz. Utwór połączony jest wtedy, kiedy dwoje autorów łączy dwa powstałe niezależnie i mogące funkcjonować osobno dzieła w jedno nowe dzieło. Na przykład wiersz i muzyka. Jeśli tekściarz przyniósł ci tekst, żeby zrobić razem piosenkę, to nie jest to utwór połączony, tylko współautorski, ponieważ oboje pracujecie nad zamkniętym utworem, którego części składowe (tekst i muzyka) nie mają funkcjonować osobno, ma być piosenka.

Tutaj przeróżne pytania mogą się kłębić, więc jak pisałem już wcześniej: warto się skonsultować… Pole nr 9 to opracowanie, a ponieważ nie robimy opracowań, zostaje puste. Pole nr 10 tłumaczy się samo. Jeśli jest i muzyka, i tekst, to chodzi o utwór słowno-muzyczny. W polu nr 11 wpisujemy „kryteria”. Piosenki to „muzyka rozrywkowa”, ale są też inne opcje, z ciekawości możesz sprawdzić na drugiej stronie. Zostały nam jeszcze dwa pola. W polu nr 12 podajemy kto wykonuje utwór. Autorzy muzyki poważnej, wypisują tu skład instrumentalny, dla którego utwór został skomponowany. Autorzy muzyki rozrywkowej, jak my, wpisują nazwę zespołu albo swoje imię sceniczne. To pomoże w identyfikacji utworu w przyszłości. Ostatnie pole, czyli nr 13 może nas nieco zmylić, ale wystarczy przeczytać dokładnie, jak jest podpisane i wszystko się wyjaśnia. Otóż nie podajemy tu ani nazwy płyty ani nic takiego. Tutaj wpisujemy wyłącznie tytuł wydanej już książki (tomu), w której pojawił się tekst (jeśli był w takiej formie publikowany, np. jako wiersz). Ponieważ zajmujemy się tylko autorskimi utworami, podejrzewam, że to pole zostanie puste.

Poniżej podpisują wszyscy współautorzy, i tyle. Dołącz do sterty dokumentów. Nie zapomnij o wydrukowaniu tekstu na oddzielnej kartce. Tekst opisz tytułem oraz imionami i nazwiskiem autorki/autora. Tekst powinien zostać podpisany przez wszystkich autorów tekstu (jeśli jest was więcej). I mamy kolejne trzy strony.

A teraz to, co budzi prawdziwą grozę…

 

FORTEPIANÓWKA!!!

Aaa!!! Sorry, przestraszyłem się. Niestety, tego nie przeskoczymy. Musimy mieć fortepianówkę. Obiecuję, że trzeba to zrobić tylko raz, potem będzie portal online i będzie łatwo, ale ten pierwszy raz zawsze czymś rozczarowuje. W tym przypadku to właśnie osławiona fortepianówka, ale czy to coś rzeczywiście nieosiągalnego? Bynajmniej. Można to zadanie komuś zlecić. Jeśli nie masz pojęcia jak to zrobić i nie chcesz się w ten temat zagłębiać ani poświęcać swojego czasu, są od tego specjaliści . A kiedy zapytasz o koszt, to spadniesz z krzesła. Tak drogo? Wręcz przeciwnie! Będziesz się tylko dziwić, że wcześniej coś tak błahego cię hamowało przed rejestracją. Dodam tylko, że niektórzy potrafią więcej wydać w czwartek w Pięknym Psie (albo innym barze)…

Zlecenie tej pracy specjaliście ma też dodatkowe zalety, ponieważ profesjonalnie przygotowana fortepianówka zmniejsza ryzyko, że nasz wniosek zostanie zwrócony do poprawki. Doświadczone osoby nie będą miały problemów z zapisaniem nawet utworów hiphopowych (które też trzeba dostarczyć w formie zapisu nutowego). Jak widać: same zalety. Problem rozwiązany idziemy dalej…

Ale ja potrafię pisać partytury i mogę zaoszczędzić te parę dych…

No dobra, do odważnych świat należy. Szczegóły formalne opisane są w dokumencie „Wymagania dotyczące postaci zapisu i sposobu zgłaszania utworów do rejestracji” (znajdziesz na linkowanej już stronie ) w punkcie nr 3. Istnieją też darmowe programy jak MuseScore, który idealnie nada się do tego zadania. Widzę, że dasz sobie radę. Ważne: fortepianówkę również muszą podpisać wszyscy współautorzy muzyki!

A słyszałem taką plotkę…

Tak, też to słyszałem, że ktoś kiedyś, jakiś znajomy znajomego, żeby sobie ułatwić przygotowanie fortepianówki napisał jakiś prosty od czapy utwór w MIDI, to przerobił na partyturę, wysłał i przeszło. Technicznie jest to wykonalne, ale czy warto? Nie wiem.

Pamiętaj, że w ZAiKS-ie można zarejestrować utwory, które wcześniej były rozpowszechnione: wykonane publicznie, utrwalone na nośniku audio, audio-video i wprowadzone do obrotu, nadawane w mediach, umieszczone w Internecie, i ten wymóg też należy spełnić. Robisz to na swoje własne ryzyko.

Spójrzmy na naszą stertę papieru.

Jeśli masz już wszystko, to twoja sterta papieru jest już pokaźnych rozmiarów. Powinny się tam znaleźć:

  • dwa podpisane egzemplarze umowy (12 stron dla każdego współautora oddzielnie);
  • poprawnie wypełniony formularz danych osobowych (jedna strona dla każdego współautora oddzielnie);
  • oświadczenie o portalu (jedna strona dla każdego współautora oddzielnie);
  • oświadczenie o danych osobowych (dwie strony dla każdego współautora oddzielnie);
  • formularz zgłoszeniowy utworu (dwie strony);
  • podpisany przez autorów tekstu egzemplarz tekstu piosenki;
  • podpisany przez autorów muzyki egzemplarz fortepianówki.

Na wszelki wypadek zrób sobie skany wszystkich dokumentów, może się przydać, włóż do dużej koperty, a następnie wyślij na adres:

Stowarzyszenie Autorów ZAiKS
Wydział Ogólnoczłonkowski
Hipoteczna 2
00-092 Warszawa

I czekamy…

Ponieważ twój wniosek będzie rozpatrywany przez ZAiKS, a sam utwór będzie oceniany przez rzeczoznawcę, może to trochę potrwać, zwłaszcza, w tych trudnych czasach. Pamiętaj, że niezależnie kiedy formalnie skończy się proces rejestracji, ZAiKS pobiera tantiemy w twoim imieniu i te pieniądze nie przepadają, więc nie musisz się denerwować, że jeszcze nie ma odpowiedzi. „A po nocy przychodzi dzień”, a po jakimś czasie nadejdzie pocztą potwierdzenie i jeden egzemplarz umowy podpisany przez dwoje członków zarządu ZAiKS. Od tego momentu już oficjalnie powierzyliśmy zarządzanie naszymi prawami autorskimi ZAiKS-owi! Możemy świętować.

Portal ZAiKS-u: i teraz to już wiesz, po co to wszystko!

Po tej całej przeprawie z papierami, od teraz jedyny papier, jaki ci się powinien kojarzyć z ZAiKS-em, to spływające banknoty z tantiem, ponieważ wszystko inne zrobisz na online.zaiks.org.pl . Wejdź na stronę i po lewej zobaczysz przycisk „Utwórz konto”. Proces jest prosty, więc nie będę go opisywał. Ważne jest podanie tych samych danych, co w formularzu. Pamiętasz, jak pisałem, żeby być ostrożnym? To właśnie dlatego. Po utworzeniu konta i zalogowaniu w portalu możesz sprawdzić naliczone dla ciebie tantiemy, zarejestrowane utwory, a także te, których jeszcze nie zarejestrowaliśmy, ale zostały nam przypisane. W moim przypadku po pierwszym logowaniu znalazłem tam już wszystkie moje piosenki puszczane wcześniej w radiu lub zagrane na zgłoszonym do ZAiKS-u koncercie.

Pamiętaj jednak, że aby otrzymać za te utwory tantiemy, również trzeba je zgłosić. No właśnie, co z następnymi utworami? Nic prostszego. Klikamy na „Rejestracja utworów” i „Nowe zgłoszenie utworu”. Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy, nie muszę już tłumaczyć, jak to wypełnić. Utwory zgłoszone przez portal też przechodzą przez rzeczoznawcę, ale zazwyczaj trwa to krócej niż za pierwszym razem. Ważne jest, że przez portal możemy zgłosić tylko utwory, które nie są opracowaniem (czyli tylko oryginalne) i których wszyscy współautorzy są zarejestrowani w ZAiKS-ie. W innym przypadku musimy powtarzać ścieżkę „papierową” z fortepianówką. Przykładowo, gdy mamy nową koleżankę w zespole i ona też współtworzy piosenki na nową płytę, to mimo, że reszta zespołu jest już zrzeszona, to trzeba jeden utwór zarejestrować w formie pisemnej, a koleżanka musi podpisać umowę i całą resztę papierów. Potem ona też otrzyma dostęp do portalu i znowu jesteśmy w XXI w. Taki wniosek o zgłoszenie utworu wypełnia online jeden z współautorów i w odpowiednich polach wskazuje pozostałych twórców. Wskazani współautorzy otrzymują powiadomienie mailem, że utwór czeka na ich potwierdzenie w portalu. Gdy wszyscy potwierdzą, wniosek idzie do rozpatrzenia. Do wniosku online trzeba załączyć (jest specjalne pole, nie przegapisz) tekst w pliku PDF i plik audio (może być mp3) z piosenką. Proste i genialne.

Teraz już tylko patrzysz, jak ci rośnie…

To już wszystko. Gratuluję, jeśli udało ci się przebrnąć przez cały tekst. Mam nadzieję, że już się nie boisz ZAiKS-u, a twoje zarobki w przyszłości będą tylko rosły. Ponieważ ten artykuł pisałem na podstawie własnych doświadczeń i autorskiego researchu, mam świadomość, że podane tu informacje mogą być nieaktualne lub nawet mylące. Jeśli masz uwagi do tekstu zawsze możesz nimi podzielić się na grupie społeczności TBM , albo ze mną osobiście. W takim przypadku artykuł będzie na bieżąco aktualizowany.

 

Planujesz sprzedawać swoje płyty i inne „dewocjonalia” na bandcamp.com ? To bardzo dobra decyzja, gratuluję! Nie wiesz jak się do tego zabrać? Nic się nie martw! Jeśli potrzebujesz pomocy w zorganizowaniu swojego wirtualnego straganu na tym portalu, masz przecież cały internet i pomocne artykuły, właśnie takie jak ten.

Jak rozpocząć przygodę ze sprzedażą na Bandcampie? Pokażę ci krok po kroku, jak się za to zabrać. Zakładam, że masz konto na Bandcampie, a twoja płyta w formie cyfrowej już się tam znajduje. Tutaj skupimy się wyłącznie na ustawianiu sprzedaży fizycznych nośników i gadżetów.

Tam, dokąd płyną pieniądze

Do rozliczenia sprzedaży swoich dóbr fizycznych na Bandcampem będziesz potrzebować konta PayPal. To usługa, oferująca wirtualne konto do rozliczeń transakcji w Internecie, w różnych walutach. To tam będą pojawiać się zarobione przez ciebie pieniądze. Konto jest darmowe, a jego założenie na tyle proste, że po wejściu na stronę paypal.com wszystko będzie jasne. Jeśli jeszcze nie masz konta, to ja tu sobie chwilę poczekam, aż je założysz. Operowanie większymi kwotami na takim koncie PayPal będzie wymagało dodatkowego zweryfikowania poprzez dodanie twojego konta bankowego lub karty, ale to możesz zrobić później.Potrzebne informacje znajdziesz tutaj .

Jeśli wszystko gotowe, przejdźmy do konkretów.

Wchodzimy na Bandcamp

Zanim dodamy płytę do oferty sprzedaży zróbmy najpierw podstawową konfigurację naszego internetowego kramiku. Przechodzimy strony Edit profile.

W sekcji Payment details podajemy adres mailowy, wykorzystany do założenia konta PayPal. To bardzo ważne, bo inaczej Bandcamp nie będzie wiedział, gdzie przelewać twoje pieniądze. Dalej wybieramy walutę, w której będą podawane ceny. Pamiętaj, że wybór jednej waluty nie oznacza, że klient nie może zapłacić w innej. Przykładowo, gdy kupujący będzie chciał zapłacić w euro, a cena jest w złotówkach, kwota zostanie odpowiednio przeliczona przez PayPal.

Następnie ustalamy kraj, z którego zostanie wysłany towar, w twoim przypadku to będzie zapewne Polska. Jeśli jesteś płatnikiem podatku VAT, możesz zaznaczyć, żeby Bandcamp naliczał jego wartość dla każdego zamówienia z terenu Unii Europejskiej. Następnie dodajemy informację o ewentualnych zwrotach i sposobie wysyłki. Zapisujemy ustawienia i jesteśmy gotowi na następny krok.

Wystawiamy płytę i gadżety do sprzedaży

Teraz najbardziej ekscytująca część naszej przygody, czyli wystawienie naszej płyty do sprzedaży. Na naszym profilu klikamy na +Add i wybieramy Merch.

Otrzymamy najpierw prośbę o potwierdzenie informacji o naszej lokalizacji i podatku. Po kliknięciu Done, będzie można przejść do dodania konkretnego produktu.

W tym przykładzie dodamy płytę CD mojego zespołu Blisko (tak, to jest autopromocja). Zaczynamy od zdefiniowania rodzaju produktu. W tym przypadku to płyta CD, ale spójrz, jak wiele opcji jest dostępnych na Bandcampie.

Po wybraniu nośnika muzyki pojawi się opcja, by przypisać produkt do już opublikowanej na portalu płyty.

Następnie dodajemy tytuł produktu, opis i przynajmniej jedno zdjęcie. Zdjęcie jest obowiązkowe, by opublikować ofertę.

Teraz przyszła kolej na ustawienie ceny i kosztów wysyłki. Warto zwrócić uwagę na kilka dostępnych tutaj opcji. Po pierwsze pod polem z ceną mamy możliwość zaznaczenia opcji pozwalającej naszym fanom zapłacić dowolnie wyższą cenę, jeśli chcą nas dodatkowo obsypać pieniędzmi. Poniżej znajduje się pole z informacją o terminie realizacji zamówienia (w ciągu ilu dni od złożenia zamówienia wyślemy nasz produkt do kupującego).

Jeśli chcemy nasz produkt sprzedać w przedsprzedaży (preorder), następne widoczne pole (begins shipping on) służy do wyznaczenia daty zrealizowania zamówienia. Ostatni segment dotyczy kosztów wysyłki. W pierwszym rzędzie definiujemy koszt wysyłki krajowej, a dalej mamy pole informujące o ile wzrośnie koszt wysyłki w przypadku zamówienia kolejnej sztuki. Poniżej mamy pola dla kosztów wysyłki na terenie Europy i reszty świata. Osobiście nie mam pojęcia ile to kosztuje i wpisane tu ceny zmyśliłem. Najlepiej jednak sprawdzić te koszty samodzielnie.

 

Teraz to już z górki. W następnej sekcji podajemy ile sztuk mamy na stanie. Jest to dość ważna opcja, ponieważ zabezpiecza nas przed sytuacją, w której ktoś zamówi od nas coś, czego po prostu już nie mamy. Bandcamp będzie sam odejmował sprzedane sztuki i po wyczerpaniu zapasów automatycznie zamknie sprzedaż. To całkiem miło z jego strony.

Pod spodem mamy możliwość ustawienia różnych wersji danego produktu, jak w przypadku winyli w kilku wersjach kolorystycznych albo koszulek w różnych rozmiarach. Tutaj również Bandcamp będzie pilnował dostępności każdej wersji.

Jeśli zaznaczymy ostatnie pole, to pod opisem płyty pojawi się informacja, że nakład jest limitowany.

Dalej mamy jeszcze możliwość dodania w formie gratisu cyfrowej wersji płyty, podania kodu UPC/EAN (jeśli istnieje) i tyle. Po sprawdzeniu, że wszystko wypełniliśmy jak należy, zaznaczamy opcję Public i klikamy Save.

Gratuluję, twoja płyta jest już dostępna w sprzedaży fizycznej!

No dobra, ale co się stanie jak ktoś naprawdę to kupi?

Po pierwsze dostaniesz od Bandcampa maila o nowym zamówieniu. Oprócz danych do wysyłki będzie tam też dokładne wyliczenie kosztów pośrednictwa PayPal i Bandcamp. Otrzymana od klienta kwota, pomniejszona tylko o prowizję PayPal, zostanie przelana na twoje konto PayPal od razu. Prowizja Bandcampa, w wysokości 10% ceny produktu bez kosztów wysyłki, będzie „zawieszona”. To znaczy, że zaciągasz u Bandcampa dług, który zostanie ściągnięty dopiero po zakupie cyfrowej wersji naszej muzyki lub gdy jakieś zamówienie na fizyczne gadżety będzie niższe niż suma naszych długów.

Świetnie! Mamy kasę na koncie, teraz wypadałoby udać się na pocztę. Po tym, jakże przyjemnym, spacerze (przecież idziemy wysłać komuś naszą muzykę!) wchodzimy znowu na Bandcamp i szukamy zakładki Order, gdzie znajdują się podsumowania wszystkich naszych zamówień. Gdy paczuszka od nas jest już w drodze do fana, potwierdzamy to, klikając na Mark as shipped. Tutaj mamy jeszcze możliwość dopisania specjalnej wiadomości dla odbiorcy, którą dostanie w mailu, potwierdzającym nadanie paczki, i tyle. Nasz trud skończony… do czasu następnego zamówienia.

Wierzę, że dzięki temu poradnikowi sprzedaż twoich dzieł przez Bandcamp przestała już być dla ciebie tajemnicą. Życzę powodzenia!

Andrzej Czarnecki