close

Słysząc „empatia” wielu przewraca oczami i wzdycha… Znowu. Setki artykułów i książek, webinarów. Ale o empatii można mówić też inaczej, praktycznie i analitycznie, tak jak Przemek Dziewitek podczas warsztatów na konferencji TBM. I nie tylko mówić, ale nade wszystko doświadczyć, poczuć na własnej skórze. Łatwo nie było, ale wrażenia bezcenne.

Na pierwszy rzut poszło, że można się empatycznie wkurzać, i to bardzo mocno. Potem okazało się, że empatia też nam szkodzi. Bo empatia może być niedojrzała. Zaciekawienie uczestników zdecydowanie wzrosło…

Najpierw krótki wgląd w we własne emocje i trening ich nazywania, bo to podstawa do zrozumienia innych. Kierunkowskaz, bo skoro coś nas bardzo złości to jest informacja nie tyle o świecie, ile o nas samych. Jak góra lodowa, złość kryje w sobie mnóstwo innych uczuć i braków, niespełnionych potrzeb. Może być wołaniem o pomoc, ale też ogromnym napędem do działania i zmian. A zatem potrzebujemy uważności, by postrzegać swoje odczucia.

Przy rozwijaniu kompetencji komunikacyjnych warto skupiać się na swoich mocnych stronach, na tym co nam będzie sprzyjać, a nie tylko myśleć o brakach. Każdy z nas jest w tym rozwoju stale, to proces, nie ma więc lepszych i gorszych.

Priorytetem jest złapanie kontaktu i pamiętanie, że druga osoba też jest człowiekiem. A nawet do trudnego człowieka da się znaleźć klucz. Drugi element to kontrakt, takie umówienie się na sprawdzanie, jak układa się współpraca, relacja. Nieśmiertelna informacja zwrotna, która jednak nie spada jak grom z jasnego nieba, tylko dzieje się w przestrzeni na to przygotowanej, podczas intencjonalnej rozmowy.

Tak przygotowanych Przemek wrzucił nas w szalenie trudne zadanie, które pozwoliło nam uczyć się słuchać. I to na różnych poziomach: uważnie, aktywnie, i co najtrudniejsze, empatycznie. Wszyscy byli pod wrażeniem – oto da się słuchać, oto można doświadczyć bycia słuchanym! To drugie nami wstrząsnęło. Konia z rzędem temu, kto z Was tego doznał choć raz poza salą szkoleniową!

Uczyliśmy się też mówić z pozycji JA. Komunikat JA łatwy nie jest, bo nie czujemy się dobrze mówiąc o sobie. Wróć! JA nie czuję się dobrze mówiąc o sobie. Nie chcę być egoistą! Ten egoizm też nam Przemek objaśnił…

Jak porozumieć się z członkami zespołu, menedżerem, wydawcą czy organizatorem koncertu? Po prostu po ludzku, empatycznie. Warto ćwiczyć każdego dnia. Efekty przyjdą szybciej niż się spodziewasz.

I na koniec, na drogę, bonus. Dwa suwaki: na skali naszej samooceny i skali naszego poczucia własnej wartości. Ten pierwszy raz na górze, raz na dole – nie zawsze jesteśmy na fali, jak to w życiu. Ale ten drugi zawsze na górze – jesteśmy wartościowi i nie pozwólmy, by pierwszy suwak ściągnął w dół nasze poczucie samoakceptacji. Nigdy.

Kto, tak jak ja, zdecydował się zakończyć dwa obfite we wrażenia dni konferencji TBM warsztatami Adama Lewartowskiego, na pewno nie pożałował. Kreatywność w branży muzycznej jest potrzebna nie tylko artystom, ale również menedżerom czy animatorom kultury. W zabieganym XXI wieku rozbudzanie kreatywności to jednak nie kolejny kurs czy zadanie do wykonania, tylko zatrzymanie się i zadanie sobie ważnych pytań. Bo wszystkie odpowiedzi mamy w sobie. Medytacja, spacer w lesie czy szamański trans w dobrze sformułowanej intencji to tylko niektóre z dróg wydobycia tych odpowiedzi.

Jak daleko i kiedy można zaufać innym, jak precyzyjnie nasze zmysły ignorują rozproszenia i skupiają się na ważnych komunikatach, gdzie pod maską kryje się prawdziwy człowiek i dlaczego metafora jest tak ważna w komunikacji – tego wszystkiego mogliśmy sami doświadczyć podczas zaskakujących, bardzo angażujących ćwiczeń, a potem pogłębić w dyskusji.

A kreatywność? Rozkwita tylko wtedy, gdy porzucimy potrzebę poczucia kontroli, nad wszystkim i wszystkimi. Gdy wychodzimy poza schematy, choćby znanym z improwizacji malapriopizmem (ćwiczenie polegające na nadawaniu przedmiotom innych nazw), nasz umysł otwiera się na nowe myśli, skojarzenia i konteksty. Jeśli do tego zadbamy o stworzenie przestrzeni twórczej pełnej zaufania, poczucia bezpieczeństwa i jasnej komunikacji, nasz wrodzony talent rozwinie skrzydła. Albo obudzi się w nas to, czego nawet się nie spodziewaliśmy. Kluczem do tego jest budowanie relacji pogłębionych, rozmowa z człowiekiem a nie tylko z jego maską. Bo to właśnie uważność staje się bezcenna w tych czasach ekonomii uwagi. Zadbanie w pędzącym świecie o własną higienę życiowych praktyk – zdrowy sen i jedzenie, ćwiczenia oddechowe, pozytywne myślenie o innych czy uprawianie sztuk walki – pozwala zyskać spokój i równowagę. To wiele pozornie odrębnych elementów, które łączą się w to jakim artystą jesteś, jakim menedżerem, ale nade wszystko jakim jesteś człowiekiem. Które łączą się, by człowiek schodząc w takt szamańskiego bębna do podziemi swojej świadomości mógł odnajdywać swoje odpowiedzi, swoje życiowe szlaki i swoją wenę, czego gorąco Wam życzę…

An Ziembińska

Kto z nas, chociaż raz nie uśmiechnął się pobłażliwie na hasło: „TikTok jako narzędzie promocji”. Taa, jasne… No, może dla sprzedawców lalek Barbie albo czym tam teraz bawią się dzieci… Tymczasem, to już ostatni dzwonek, żeby zacząć traktować to medium bardzo poważnie, szczególnie w branży muzycznej. Z TikToka korzysta już ponad miliard użytkowników miesięcznie, a merch z logiem platformy sprzedaje się świetnie. Konta zakładają już nie tylko nastolatki, ale coraz częściej dorośli. Również ci bogaci i wpływowi, a nawet całe firmy.

 

TikTok i zmiany w branży muzycznej

Te zmiany nie umknęły największym światowym wytwórniom fonograficznym, które czujnie obserwują zmiany na szeroko pojętym rynku mediów społecznościowych. Kiedy Warner Music Group podpisał umowę licencyjną z TikTokiem, był to już drugi taki przypadek w ciągu kilku miesięcy. Wcześniej platforma dogadała się z Sony Music Entertainment. Jak ładnie ujęto w kontrakcie, chodzi o „udostępnienie utworów z listy światowych gwiazd SME oraz ekscytujących, wschodzących artystów w aplikacji TikTok”. Oznacza to, że firmie pozostał do zdobycia już tylko ostatni z majorsów: Universal Music Group.

Sama tego typu współpraca nie jest specjalnie zaskakująca. Według raportu Bloomberg główne wytwórnie muzyczne udzieliły licencji już innym, wydawałoby się bardziej „poważnym” graczom – Facebookowi i Snapchatowi. No, ale TikTok?

Dyrektor generalny WMG Steve Cooper nie ukrywa, że „media społecznościowe odpowiadają za dziewięciocyfrowe przychody firmy, które rosną szybciej niż przychody ze streamingu w subskrypcji”. Na dowód tego WMG właśnie podpisał umowę z jeszcze mało popularnym w Polsce, należącym do Amazona, Twitchem. Warner Music Group uzyskuje obecnie ponad 270 mln dolarów rocznie z TikToka, Pelotona, Facebooka i innych tego typu platform. “Wierzymy, że takie skrzyżowanie [rynku] gier, fitness, social i digital będzie napędzać znaczne przychody w przyszłości”, powiedział we wrześniu Cooper, podczas prestiżowej konferencji Communacopia Goldman Sachs.

 

Czy to koniec YouTube’a?

Z kolei TikTok we własnym raporcie zauważa swój znaczący udział w rozwoju kariery ponad 70 artystów, którzy po sukcesie na tej platformie podpisali umowy z dużymi wytwórniami. Ostatnie zmiany w długości publikowanych treści to może być ukłon właśnie w stronę muzyków… i cios dla innego giganta obrazu, serwisu YouTube.

Co prawda YouTube nadal ma miesięcznie więcej użytkowników (ok. 2 mld) niż TikTok (ok. 700 mln), ale to użytkownicy TikToka bardziej angażują się w oglądanie i spędzają w aplikacji więcej czasu niż na YouTube (dane dotyczą użytkowników korzystających z Androida). TikTok więc zgrabnie wypełnia lukę pomiędzy dłuższymi treściami YouTube, a obrazkami w typie memów, które jednak są dla odbiorcy mniej atrakcyjne, niż ruchome, nawet bardzo krótkie obrazy.

 

TikTok: Co to? Po co to?

Hasłem platformy TikTok wydaje się być: dużo, szybko, śmiesznie. Do niedawna jeszcze TikTok wymagał treści w formie krótkiego (15 – 60 sek.) filmu nagranego w pozycji wertykalnej. Aplikacja umożliwia użytkownikom prosty montaż, dodanie tekstu, naklejek, filtrów oraz podkładu muzycznego. Dźwięki można dodawać własne lub wybrać z puli nagrań innych użytkowników czy bazy muzycznej udostępnianej przez platformę.

Dla kogoś nieobytego z takim przekazem platforma kojarzy się często z chaosem i niespójnymi treściami, ale… Jak każde medium społecznościowe na TikToku po prostu trzeba mówić jego językiem, a wtedy przekaz trafi do odpowiedniego odbiorcy. Poza tym algorytmy szybko zaczynają nowemu użytkownikowi podsuwać coraz bardziej pasujące do jego upodobań treści.

Jedna z ostatnich zmian polega na wydłużeniu filmu z maksymalnie 60 sekund aż do trzech minut. Trzykrotnie dłuższe filmy testowano pod koniec 2020 roku, więc już można było je zobaczyć wcześniej. Teraz zmiana ta trafia stopniowo do wszystkich użytkowników. Oznacza to jeszcze więcej czasu spędzonego podczas przeglądania TikToka, ale również to, że trzy minuty to może być już cały utwór z twojej płyty…

 

Nowe oblicze TikToka

Również same treści uległy zmianie. Śmieszne, nierzadko absurdalne filmy, wygłupy nastolatków czy zwierzaków przed kamerą zostały stopniowo uzupełniane, a nawet powoli wypierane przez muzykę, pokazy taneczne i akrobatyczne, ale także poważne psychologiczne wykłady czy innego rodzaju edukacyjne materiały zdecydowanie skierowane tematyką czy przekazem do odbiorcy dorosłego. Ale uczniowie też mają swoich naukowych idoli – math.and.magic to edukacyjny kanał rosyjskiego nauczyciela matematyki, który śledzi już ponad 260 tys. użytkowników TikToka.

Wracając jednak do muzyki, ciekawym przypadkiem (i to w znaczeniu zbiegu okoliczności) był niespodziewany sukces zespołu Fleetwood Mac, którego popularność, po ponad 20 latach kariery i milionach sprzedanych płyt, zdecydowanie przygasła w latach dziewięćdziesiątych. Jednak za sprawą jednego wiralowego wideo na TikToku (nastolatek, jadący na longboardzie i pijący sok), w którym wykorzystano utwór zespołu pt. Dreams, zespół po 43 latach trafił znów na szczyty list przebojów.

Rozwój samej platformy i jej działania marketingowe są coraz szersze. Obejmują nie tylko wspomniane już gadżety, ale również sponsoring ważnych wydarzeń międzynarodowych (Globalny Sponsor UEFA EURO 2020). Ponadto, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom potentatów rynkowych, którzy coraz liczniej pojawiali się tam ze swoimi treściami, powstała platforma dla firm TikTok for Business .

 

Jak działać na TikToku?

Można próbować samemu budować swoją społeczność i zasięgi, albo wejść we współpracę z influencerem. Samodzielne działanie, by było skuteczne, wymaga jednak śledzenia zmieniających się trendów. Materiał powinien być kreatywny, autentyczny i bardzo dobrej jakości (światło, ustawienie kamery, dźwięk), a publikacje regularne.

 

TikTok: Formaty reklamowe

Platforma TikToka pozwala wykorzystać kilka formatów reklamy:

  • In-feed Native Video —reklama na stronie „Dla ciebie”, maksymalnie 15 sekund, pojawia się między innymi treściami.
  • Hashtag Challenge — treści tworzone przez odbiorców danej marki. Akcja polega na utworzeniu indywidualnego „hashtag challenge”, z własną stroną i promocją na liście popularnych hashtagów.
  • Branded Effects —użytkownikom udostępnia się markowe maski lub naklejki (obiekty 2D i 3D, retusze, teksturowanie, zmiana ich kształtu).
  • Brand Takeover — po wejściu w aplikację pojawiają się użytkownikowi trzysekundowe zdjęcia albo gif/wideo trwający od trzech do pięciu sekund.

 

Podsumowanie

TikTok okazuje się platformą z ogromnym biznesowym potencjałem i na pewno nadal będzie się dynamicznie rozwijał. Warto zatem skorzystać z jego możliwości promocji muzyki i artystów. To medium dociera do różnych grup docelowych, co pozwala pozyskiwać nowych fanów, do których pewnie nie dotarlibyśmy innymi kanałami. A konkurencja jeszcze nie jest tak duża, bo niektórzy przegapili biznesowe oraz wpływowe przemiany TikToka i wciąż się drwiąco podśmiechują. Jeśli więc jesteś kreatywny i nie boisz się eksperymentów, a do tego masz duszę odkrywcy nieznanych lądów, to śmiało rób TikToki!

Przygotowałeś się już do rozpoczęcia dystrybucji cyfrowej: są uporządkowane twoje portale społecznościowe i zaktualizowana strona internetowa, masz wybrany katalog do publikacji, wiesz gdzie są twoi fani, chcesz mieć dystrybutora i wybrałeś już między polskim a globalnym…

I co teraz? No tak, zbierasz oferty, szkice umów, spotykasz się z przedstawicielami, ale na co właściwie zwrócić uwagę przy konkretnych propozycjach, co negocjować? Czym mogą się różnić warunki współpracy?

Oto 7 najbardziej istotnych spraw podczas wyboru dystrybutora:

1. KASA

Artysta musi płacić rachunki, dlatego warto dokładnie przyjrzeć się finansom. Dystrybutor pobiera prowizję, kluczowe jest to czy płacimy z góry pewną sumę (za jaki okres?), czy koszt stanowi procent z naszych zarobków (dystrybutor nie zarabia, gdy my nie zarabiamy). Ważne by pamiętać, że często istnieje możliwość negocjacji (przygotuj sobie argumenty!), a później, gdy się zwiększy popularność naszej muzyki, renegocjacji umowy. Również wypłata wiąże się np. z progiem płatności albo okresem płatności, co oznacza nasze pieniądze będą wypłacane bądź po upływie pewnego czasu, bądź dopiero po przekroczeniu ustalonej kwoty. Czasem jest też istotna możliwość otrzymania zaliczki i warunki jej spłaty.

2. ZASIĘG

Liczba obsługiwanych przez danego dystrybutora serwisów może być różna. I naturalnie trzeba też sprawdzić jakie to serwisy, tak by spotkać się z publicznością, która nas interesuje najbardziej (platformy tematyczne). Kluczowe jest dotarcie do największych, mainstreamowych platform, lecz nierzadko może być też ważne pojawienie się na lokalnych polskich platformach.

3. WSPARCIE

Czas trwania i zasięg licencji będzie decydować też o wsparciu ze strony dystrybutora. Wielu dystrybutorów oferuje nie tylko pomoc w promocji czy dotarciu na playlisty, ale cały pakiet know-how i wsparcie merytoryczne dotyczące możliwości, narzędzi i pomysłów. Ważny jest także preferowany typ kontaktu (telefon, czat, mail) i dostępność naszego indywidualnego opiekuna. Wsparcie marketingowe czasem może być przedmiotem negocjacji w umowie lub późniejszej jej renegocjacji.

4. ANALITYKA

Jakkolwiek analiza danych streamingowych mogłaby wydawać się nudna, to nie można zapominać, że stanowi prawdziwą kopalnię informacji o tym, jak nasza muzyka sobie radzi na rynku. A także o naszych odbiorcach – kiedy i jacy słuchają nas fani, jakie są inne ich fascynacje muzyczne, do jakich playlist trafiamy. Analityka dostępna na platformach może być szacunkowa, a szczegółowe dane otrzymuje się dopiero w raportach sprzedażowych dostarczanych przez dystrybutora. Z tego powodu trzeba sprawdzić typ raportów oferowanych przez danego dystrybutora (szczegółowe dane czy tylko ogólne podsumowania) oraz formę i częstotliwość ich przekazywania. Ze względów technicznych niektóre raporty bywają dostarczane z kilkumiesięcznym opóźnieniem, co trzeba uwzględnić w swoich działaniach marketingowych.

5. PROFIL ARTYSTY

Na różnych platformach artysta ma swoje miejsce, o które trzeba zadbać. Dystrybutor może automatycznie wypełniać te pola albo zostawić nam do edycji. Dobrze sprawdzić jak i kiedy uzyskamy dostęp do profilu artysty, jak będą weryfikowane nasze uprawnienia i kto może je dostać (menedżer, wydawca, zespół).

6. PLAYLISTY

Dystrybutor zazwyczaj zgłasza swoich klientów do playlist, zwłaszcza tych premierowych. Trzeba zawczasu poznać zasady i terminy dostarczania materiału, żeby nie przegapić tego ważnego elementu premiery w serwisie streamingowym. Dystrybutor może mieć też swoje playlisty o różnym zasięgu i randze.

7. WYPOWIEDZENIE

W biznesie jak w miłości, czasem trzeba się rozstać. Warunki wypowiedzenia umowy mogą się wydawać mało istotne na początku kariery, czy w momencie gdy ekscytujemy się premierą nowego albumu. A to niezwykle ważny element umowy, który również trzeba uważnie przestudiować. To co dziś nas tylko cieszy, może za rok stać się kulą u nogi. Warto zobaczyć czy takie rozstanie będzie się wiązać z kosztami czy bardzo długim okresem wypowiedzenia, po jakim czasie nasz materiał zniknie z serwisów itp.

Rozważcie wszystkie za i przeciw, zarówno w sytuacji gdy wasza muzyka osiągnie sukces, jak i wtedy gdy się to nie uda.

W razie potrzeby zawsze pytaj, sprawdzaj, a gdy trzeba skonsultuj z prawnikiem wszystkie zapisy, które budzą twoje wątpliwości.

Artykuł napisany na podstawie rozmowy z Wojtkiem Ignatowskim.

Dystrybucja cyfrowa to już codzienność, jednak na jej temat nadal wciąż dostajemy od czytelników wiele pytań. Postanowiliśmy zadać je specjaliście Wojtkowi Ignatowskiemu. W części pierwszej naszego wywiadu rzeki poruszamy temat wyboru platformy, dystrybutora i odpowiednich warunków współpracy. Rozmawia An Ziembińska.

AZ: Dystrybucja cyfrowa – z jednej strony wydaje się to rzecz oczywista, a z drugiej strony czasem boimy się tego dotknąć, bo to jakiś „diabeł” straszny. Statystyki jednak są jasne: już ponad połowa rynku muzycznego to właśnie dystrybucja cyfrowa i nie da się udawać, że to nie istnieje. 

WI: Rzeczywiście, nie da się udawać i nie można pod żadnym pozorem, ponieważ trzeba być w tych miejscach, gdzie po prostu są słuchacze. Jeżeli oni wybierają streaming i teraz to jest ich głównym miejscem odbioru muzyki, to musimy się tam znaleźć, jeżeli chcemy do nich dotrzeć.

AZ: W przypadku sprzedaży płyty na nośniku fizycznym sprawa wydaje się prosta – daję komuś do ręki płytę, dostaję pieniądze. A w dystrybucji cyfrowej, co sprzedajemy, komu sprzedajemy i jak to sprzedajemy?

WI: Główną różnicą pomiędzy sprzedażą fizyczną a cyfrową jest to, że sprzedaż cyfrowa potrafi generować przychód pasywny przez wiele lat. Przy undergroundowej działalności płyty tłoczy się w ograniczonych nakładach. Jeżeli sprzedamy wszystkie, załóżmy tysiąc płyt, to ludzie to sobie przesłuchają, może kilka razy, ale zapłacili tylko raz za płytę i tyle. Natomiast jeżeli dobrze się rozbuja streaming to mamy potencjał, żeby nam płacili za każdy odsłuch. 

AZ: Czy lepiej wybrać sobie jedną platformę i tam się „zasadzić”, czy jednak być na wielu? Jest jakaś różnica w tym, że moja muzyka jest dostępna na Spotify, Tidalu czy Empiku?

WI: Trzeba wiedzieć, gdzie są nasi odbiorcy, choć nie jest to takie łatwe do zbadania. Można zrobić ankietę wśród swoich fanów i sprawdzać czy częściej korzystają ze Spotify czy raczej z Tidala, i tak dalej. Jak podpisujemy umowę z dystrybutorem to znajdujemy się na wielu serwisach, chociaż trzeba wziąć pod uwagę, że nie każdy dystrybutor dostarcza do wszystkich platform. Są pewne ograniczenia, niektórzy dostarczają do tylko tych głównych, można powiedzieć mainstreamowych, serwisów streamingowych i pobraniowych. A niektórzy mają znacznie szerszą ofertę, trafiają nawet na chiński rynek, na takie serwisy, o których u nas ludzie nie mają zielonego pojęcia. Czasem właśnie tam jakaś muzyka może mieć potencjał, żeby powojować. Tacy właśnie mniej popularni serwisanci, jak Napster, wciąż płacą więcej za streaming, jednak mają mniej użytkowników, przez co w rzeczywistości nie ma tam dużych pieniędzy. Niemniej, jak już idziemy do dystrybutora, to chcemy znaleźć się w jak największej liczbie serwisów. Nigdy nie wiemy przecież, który z tych serwisów faktycznie okaże się dla nas kluczowy. To wszystko zależy od tego jaką tworzymy muzykę, w jakim języku i gdzie mamy swoich fanów.

AZ: Kiedy powinniśmy wybrać współpracę z dystrybutorem globalnym, a kiedy wystarczy nam lokalny? Jest w ogóle jakaś różnica?

WI: Główne rozróżnienie, które lubię stosować to są z jednej strony dystrybutorzy, którzy działają globalnie, czyli podpisują umowy z artystami na całym świecie. Z drugiej strony są dystrybutorzy w Polsce, którzy również dostarczają globalnie do wszystkich serwisów streamingowych i pobraniowych, ale głównie podpisują umowy z polskimi artystami. Są takie firmy w Polsce, które działając globalnie weszły do Polski i już można powiedzieć, że skoro są na naszym rynku polskim, to działają lokalnie. Wybór pomiędzy tymi dwoma, można powiedzieć, sektorami zależy od tego czy tworzymy muzykę w językach innych niż polski. W takim przypadku chcemy i poszukujemy właśnie takiego dystrybutora, który specjalizuje się w działaniach na danym rynku. Natomiast gdy tworzymy po polsku, to chcemy trafić do wszystkich polskich serwisów. Trzeba też podkreślić, że tacy wielcy zagraniczni dystrybutorzy, jak CDBaby albo TuneCore czy DistroKid, nie dostarczą muzyki do naszych serwisów polskich, takich jak Empik. Jeżeli więc chcemy głównie działać na rynku polskim, to myślę, że dystrybutor polski ze względu właśnie na ofertę dystrybucji do polskich serwisów jest lepszym wyborem.

AZ: A w takim razie czy dystrybutor globalny zna np. nasz ZAIKS? Może nie zna, więc w jaki sposób załatwiamy sprawy dotyczące praw wykonawczych czy autorskich w razie współpracy z dystrybutorem globalnym?

WI: Wszystkie organizacje zbiorowego zarządzania dostają pieniądze od serwisów streamingowych, często przez pośredników, którzy kolekcjonują tantiemy mechaniczne, bo o nie tutaj chodzi. Tantiemy więc i tak lądują u danego OZZ – te pieniądze nigdzie nie uciekają. ZAiKS obecnie ma też podpisaną umowę z firmą, która zajmuje się zbieraniem tantiem mechanicznych z dystrybucji cyfrowej za granicą. Jeżeli jesteśmy twórcami w Polsce, a nasza muzyka będzie słuchana za granicą, albo nawet już mamy tam odsłuchy, to tantiemy zostaną zebrane i po pewnym czasie zaksięgowane, a następnie przekazane do artysty. Cały system światowy funkcjonuje dość dobrze. Jednak zbieranie tantiem to jest karkołomna robota, bo jest tak wiele utworów, a wciąż powstają nowe, i tylu twórców reprezentowanych przez różne OZZ. Często też informacje identyfikacyjne nie są poprawnie wpisywane przez artystów, więc jest to kawał pracy, którą musi wykonać cała rzesza firm. Kiedy po pół roku raporty wreszcie trafiają do OZZ, to i tak jest całkiem dobrze.

AZ: Kiedy już wiemy, że chcemy być online, w streamie, to zastanawiamy się czy ten dystrybutor to jest nam tak naprawdę potrzebny, bo to przecież koszty. Zwłaszcza, gdy jesteśmy jeszcze mało znani albo zespół jest młody, dopiero debiutujący. Czy jest też opcja, że będziemy współpracować tylko na przykład ze Spotify i z nimi podpisujemy umowę? A skoro jednak dystrybutor, to czy poza ogarnianiem wszystkich czy większości platform, jakie nas interesują, może nam dać coś jeszcze?

WI: Krótko mówiąc, od razu prosto z mostu: nie da się dostarczyć muzyki na Spotify, jeżeli nie ma się umowy z dystrybutorem. Dystrybutorzy są to zawsze zweryfikowani partnerzy tych serwisów. Trzeba więc korzystać z usług dystrybutora, nie ma innego wyjścia. Takie miejsca, gdzie możemy działać bez dystrybutora to oczywiście YouTube. Ale na przykład już nie dotyczy to serwisu YouTube Music. Nawet jeśli się w nim już znajdzie nasza muzyka, to nie w wersjach piosenkowych, tylko w wersjach teledyskowych, na przykład. Wtedy jednak też trzeba podpisać umowę z dystrybutorem, żeby móc zamieścić materiał. Po podpisaniu umowy będziemy we wszystkich serwisach. Natomiast zupełnie bez umowy można się znaleźć na Bandcampie. To jest taki bardzo fajny serwis, gdzie można niezależnie działać i sprzedawać też swój merch. Czyli istnieją co prawda takie serwisy, gdzie można samemu się „wgrać”, ale serwisy mainstreamowe, które gromadzą największą liczbę użytkowników, jak Spotify, Apple Music czy Tidal wymagają podpisania umowy z dystrybutorem i dopiero tak możemy tam swoją muzykę zamieszczać.

AZ: Czy dystrybutor w jakiś sposób nam pomaga promocji naszego materiału? Czy pomaga nam zwiększyć zasięgi? Jakie są jeszcze są dodatkowe rzeczy, które zyskujemy współpracując z dystrybutorem?

WI: To zależy od dystrybutora, bo każdy posiada inną ofertę i ci globalni i ci polscy, więc to wszystko wynika z tego, co proponują. Przeważnie świadczą również usługi związane z pomocą marketingową bezpośrednio w danych serwisach streamingowych. Pomagają dodawać utwory na playlisty, wspomagają w kontaktach z mediami, planują strategię dostarczania utworów i głównie radzą, jakie są dobre praktyki, które należy stosować, żeby zoptymalizować ten swój proces. Chodzi tu o unikanie dostarczania na ostatnią chwilę utworu, o przygotowanie okładki dobrej jakości, zadbanie o swoje profile artystów na tych serwisach. Dzięki takim dobrym praktykom artysta ma większe szanse na to, żeby w końcu znaleźć się nawet na większych playlistach, a na początku na tych premierowych, jak np. New Music Friday na Spotify.

AZ: Jakie są różnice pomiędzy ofertami dystrybutorów? Oprócz rzeczy, takich jak opłaty, są pewne wymagania: formaty, terminy, których trzeba się trzymać, żeby te wszystkie działania były jak najbardziej skuteczne. Na co jeszcze zwrócić uwagę wybierając dystrybutora lokalnego w Polsce?

WI: Według mnie najważniejsze jest zrobienie dokładnego rozeznania, taki research. Oznacza to spotkanie z przedstawicielem każdego dystrybutora, najlepiej osobiście, i otrzymanie oferty. Wtedy dopiero można wyrobić sobie własne zdanie. To jest taki pierwszy krok, żeby sprawdzić czy ten rodzaj współpracy w ogóle nam odpowiada.

Oczywiście należy sprawdzić również do jakich serwisów nas dany dystrybutor zgłasza, ile ich dokładnie jest. Jeśli na jakimś konkretnym serwisie bardzo nam zależy, a dany dystrybutor akurat go nie obsługuje, bądź dostarcza materiał na jakiś specjalnych warunkach, to warto wiedzieć zanim się podpisze umowę. Taka sytuacja jest często z serwisem Beatport, który specjalizuje się w muzyce klubowej i tam nie zawsze utwory są dostarczane, bo serwis akceptuje wyłącznie muzykę klubową. Ważny jest też jest okres wypłat: czy co miesiąc czy co pół roku, a również to, jak są wypłacane pieniądze, czy na konto czy w jakiś inny sposób. To wszystko trzeba sobie zweryfikować. Oczywiście potem, jak już dojdzie do podpisywania umowy, to ustalić okres wypowiedzenia, no i warto negocjować procent. W Polsce głównym modelem rozliczeniowym jest udział w zyskach, czyli dzielimy się dopiero tym, co zarobimy. Jeśli nasze utwory nie zarabiają – nie dzielimy się niczym, zarabiają mało – dzielimy się małą kwotą. Serwisy takie jak CDBaby na przykład, od razu pobierają pieniądze za dostarczenie konkretnego utworu, czyli jest jedna opłata, a z kolei w DistroKid jest jedna opłata abonamentowa, roczna. Trzeba co roku opłacić abonament, bo inaczej utwory zostaną usunięte z serwisu. Dlatego to też trzeba wziąć pod uwagę. Są oczywiście też opcje wykupienia tzw. lifetime’u dla utworu, ale to dodatkowy koszt. I wtedy już ten abonament, który niby jest niski, już przestaje być taki kolorowy, bo okazuje się, że generuje jakieś dodatkowe opłaty za każdy utwór.

AZ: Po prostu, jak w każdej działalności, należy czytać umowy, dokładnie wiedzieć, co tam jest i jakie są regulaminy poszczególnych platform.

WI: Tak, poza ofertą, która jest zazwyczaj zamieszczona na stronie internetowej, trzeba zapoznać się ze szczegółową umową. Oczywiście, jak już się jest zainteresowanym, to umowa będzie wcześniej dostarczona i taki szkic można sobie przeglądnąć i zdecydować, czy to jest faktycznie dla mnie. Jednak w przypadku serwisów zagranicznych trzeba pogrzebać na stronie i znaleźć sobie charakterystykę takiej umowy.

AZ: I generalnie jak coś nas dziwi, niepokoi, martwi, smuci albo nadmiernie raduje, warto zapytać, może nawet skonsultować z prawnikiem, jeśli coś jest niejasne?

WI: Warto to skonsultować, zwłaszcza, że w Polsce jeszcze istnieje możliwość modyfikacji umów. Bo jeżeli się podpiszemy z takim dystrybutorem jak CDBaby, to tam raczej opcji żadnej modyfikacji nie ma, dla każdego umowa jest jednakowa. Chyba, że ktoś jest jakimś wielkim artystą światowym, to może by to wyglądało inaczej. Ale w zwykłych przypadkach umowa jest jednolita dla wszystkich.

AZ: A jeśli już mówimy o tym dzieleniu się zyskiem z dystrybutorem, to jakiego rzędu są to kwoty, procenty? Jak to się liczy? To pewnie się zmienia w zależności od tego, czy artysta jest zupełnie nieznany, początkujący albo ma sporą rzeszę fanów i tych odsłuchów jest naprawdę dużo. Jak to jak wygląda?

WI: Wielkość tego procentu, który dostajemy głównie zależy właśnie od tego, jaki posiadamy katalog. Jeśli mamy dobrze rokujący, bądź już zarabiający, co jest udowodnione w jakiś poprzednich raportach z innych firm, to wtedy oczywiście mamy większą siłę negocjacyjną, siłę przebicia, i faktycznie możemy negocjować wyższy procent. Ale kiedy jesteśmy debiutantami, to na początek procent będzie standardowy. Ale potem, wraz z tym jak rośniemy w siłę, jak pracujemy i rozwijamy naszą działalność, to wtedy warto renegocjować umowę. Warto pokazać: „No zobaczcie, tutaj tak zwiększyłem moje obroty, na tych i na tych utworach fajnie się to kręci i chciałbym renegocjować umowę na wyższy procent”. Wszystko zależy więc od tego, co mamy, bo możemy mieć nawet miliony płyt, ale które w ogóle nie są słuchane. I wtedy nie ma właśnie tej siły przebicia.

WOJTEK IGNATOWSKI – ekspert w dziedzinie cyfrowej dystrybucji audio i video oraz Certyfikowany Partner YouTube. Od 2014 roku pracuje w firmach zajmujących się cyfrową dystrybucją treści audio i video. Swoją karierę rozpoczął w firmie Independent Digital, a od 2016 roku prowadzi swoją własną działalność i współpracuje z firmą ZPR Media. Obecnie działa mi.in z: Lemon Records, Radio ESKA, Polo TV, Super Express, Radio Vox, QBIK, Ronnie Ferrari, Czadoman, Borys LBD, MiłyPan, Alternaxx, Ewa Ekwa, Plus, Kauntynman. W przeszłości pracował również przy projektach związanych z działalnością m.in. takich podmiotów jak: Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, Wielkie Joł, Golec Uorkiestra, Step Records, U Know Me Records, Polskie Radio, Prosto Label, Green Star Music, Max Flo Rec, Urban City.

Wchodzę w digital!

Mówi się, że kogo nie ma w sieci, ten nie istnieje. Czego chce przeciętny odbiorca dziś? Muzyki dostępnej zawsze i wszędzie, do słuchania na wielu urządzeniach bez konieczności przenoszenia plików. Muzyki, którą może łatwo dzielić się z innymi na mediach społecznościowych. Chce płyt w dniu premiery, ba! czasem i w godzinie premiery! Chce dużo, szybko i tanio. A nierzadko też w doskonałej jakości.

Wartość muzyki w tzw. digitalu to w roku 2018 było już niemal 60% całego rynku muzycznego, a płatny streaming stanowił 37% wszystkich przychodów sektora nagraniowego (255 mln użytkowników). 

O ile dalecy jesteśmy od wieszczenia końca nośników fizycznych, dziś wydawanie na CD czy winylu coraz częściej staje się ekskluzywnym bonusem, a nie podstawowym kanałem dotarcia do odbiorcy. Zatem w digitalu po prostu trzeba być. Ale jak zacząć?

Dystrybucja cyfrowa w 7 krokach 

1. Gdzie są moi fani?

Artysta musi znać swoich fanów. To w jakim są wieku i z jakich social mediów czy streamingów korzystają może być kluczowe przy wyborze platform, na których chcesz udostępniać swoją muzykę. Nie wszyscy dystrybutorzy dostarczają muzykę do każdej z nich i nie zawsze na takich samych warunkach. Istnieją też platformy specjalizujące się w danym gatunku muzycznym. Istotne jest też określenie czy potrzebujesz polskiego czy może globalnego dystrybutora. Ustalenie tych kwestii zawęzi dalsze poszukiwania.

2. Porządki w Archeo. 

Zanim w ogóle wskoczysz w cyfrową dystrybucję, trzeba posprzątać. Zaktualizować informacje na stronie internetowej, zoptymalizować media społecznościowe. Przypadkowy słuchacz tam właśnie będzie szukał o Tobie informacji, tam zaglądnie też ktoś, kto chciałby wam zaproponować koncert. Warto również mieć te wszystkie elementy zarejestrowane na jednym adresie e-mail, mogą wtedy posłużyć np. do weryfikacji konta artysty na platformie streamingowej (przykładowo Spotify weryfikuje za pomocą konta na Twitterze).

3. Który dystrybutor?

Dystrybutor nie będzie Ci potrzebny na zwykłym kanale YouTube (ale na YT Music – tak) czy Bandcampie. Jednak już mainstreamowe platformy jak Spotify, Tidal czy Apple Music wymagają dystrybutora. Może to być polski lub globalny dystrybutor (patrz pkt 1). Niektórzy dystrybutorzy oferują swoje usługi w postaci serwisu internetowego, gdzie prawie nigdy nie masz kontaktu z żywą osobą, a całość pracy (dodanie i uporządkowanie katalogu) wykonujesz samodzielnie. Inni oferują czas swoich pracowników, którzy zrobią to za Ciebie. Zwróć więc uwagę czy tzw. opiekun z ramienia dystrybutora jest kontaktowy, czy dobrze się dogadujecie – to z nim właśnie będziesz ściśle współpracować.

Oprócz trybu współpracy (elektroniczny/zautomatyzowany lub obsługiwany przez opiekuna), dystrybutorzy oferują również różne warunki finansowe (prowizja, stała opłata, część usług bezpłatnie) – oblicz co najbardziej opłaca Ci się na obecnym etapie Twojej działalności.

Przeglądnij oferty, umów się na spotkania z kilkoma dystrybutorami. Sprawdzaj i dopytuj o wszystko, co cię interesuje.

4. Pakt – podpisanie umowy

Dokładnie przeczytaj umowę, dopytaj o każdą niezrozumiałą dla Ciebie rzecz. Przygotuj się do negocjacji (raczej tylko u polskich dystrybutorów, globalne serwisy mają jeden wzór umowy), miej argumenty, np. o swoich działach promocyjnych na social mediach itp. Nie wahaj się poprosić prawnika o konsultację. W czasie trwania umowy, kiedy Twoja kariera już się rozwinie, możesz zawsze próbować renegocjować warunki umowy.

5. Wejście smoka – plan premiery

Przygotuj swoją premierę samodzielnie lub w porozumieniu z opiekunem (jeśli Twój dystrybutor go zapewnia). Wybierz kolejne single do publikacji, zaplanuj aktywność na platformie streamingowej na kolejne miesiące. Poproś dystrybutora o dodanie na listę premier. Przestrzegaj terminów dostarczenia materiału do streamingu (min. 2 tygodnie przed premierą, zależnie od dystrybutora), uzyskaj od dystrybutora dostęp i uzupełnij informacje na tzw. profilu artysty (zadbaj o dobre zdjęcia), często go aktualizuj. Zaplanuj akcje na social mediach i zaangażowanie fanów.

6. Zaangażuj fanów – zawsze proś o konkrety

Poinformuj fanów w formie filmu instruktażowego lub szczegółowego opisu, co konkretnie mogą dla ciebie zrobić: przesłuchiwanie utworów w całości, tworzenie i udostępnianie playlist, dodawanie do ulubionych itp. Przypomnij im w dniu premiery! To wszystko wpływa na twoją popularność i monetyzację.

7. Karmienie bestii praca promocyjna na platformie

Algorytmy na platformach streamingowych nie lubią nudy i przestojów. Wrzucaj utwory regularnie, twórz różne playlisty, wspomagaj innych twórców i współpracuj. Aktywizuj fanów, zostawiaj polubienia. Aktualizuj profil artysty z okazji premier, tras koncertowych albo wspólnych projektów z innymi wykonawcami. Korzystaj z tutoriali na platformach.

No i ZARABIAJ! Powodzenia!

Dystrybucja cyfrowa muzyki - infografika

Autor: An Ziembińska (społeczność TBM)