• polski
close

Pożytki z krzątactwa [felieton Jagi Baczyńskiej]

11-03-2021

Od czasu do czasu, mniej więcej raz w roku, ja i Marek czujemy się pokonani przez domowy bałagan. To taki niby niezauważalny nokaut codzienności składającej się ze sterty nieumytych naczyń, pełzających po domu t-shirtów, bluz, bluzek, skarpetek, żyjących swoim życiem książek i gazet. Nasz dom, to również studio. Rozwijamy i zwijamy kable, odkurzamy pędzelkami do make-upu syntezatory, zdejmujemy i nakładamy pokrowce i ciągle zamawiamy jakieś casy i kable…

Czy u Was też potrzeba kabli, tak jak skarpetek, jest permanentnie niezaspokojona? Wystarczy, że raz nie odłożysz czegoś na miejsce i budzą się tajemne siły namnażające niepotrzebne przedmioty, kurz, rozgardiasz, a osprzęt muzyczny po prostu psuje się albo ginie. Jakby układanie, zmywanie, odkurzanie, zwijanie i owijanie nie mogło zatrzymać się nawet na chwilę, pod groźbą rozpadnięcia się systemu utrzymującego wszystko na swoim miejscu.

Jolanta Brach-Czaina, genialna filozofka i autorka rewelacyjnych Szczelin istnienia, cały rozdział poświęciła krzątactwu, dowodząc, że to właśnie zajmowanie się codziennością gwarantuje przytomność umysłu i ułatwia skupienie się na życiu w ogóle. Przewrotnie opisuje jak koncentrowanie się na rzeczach powtarzalnych i czynnościach nie mających końca pozwala na niezajmowanie się wszystkim tym, co mogłoby wytrącić z równowagi. Im bardziej jesteśmy zajęci krzątactwem, tym mniejsze ryzyko, że rozpadnie się nasz świat, czyli, że coś się zmieni.

Powtarzamy te same zachowania, nie zauważając, że straciły dawne znaczenia, a nawet nabrały nowych, sprzecznych z pierwotnymi. Rytuały powszedniości dezorientują nas do tego stopnia, że bierzemy za potwierdzenie to, co od dawna oznacza przeczenie. Opieramy się ufnie na powierzchownym podobieństwie gestów i pozwalamy by nas łudziły. Sądzimy, że nic się nie dzieje, aż do chwili, gdy nie sposób dłużej zaprzeczać, że coś się stało, bo wstrząsa nami jakieś zdarzenie drastyczne, które do codzienności już nie należy (…)* 

Z jednej strony krzątactwo znieczula nam codzienność, z drugiej strony, sama Brach – Czaina przyznaje, że bez odrobiny krzątactwa trudno byłoby nam cokolwiek popchnąć życiowo do przodu. Istniejemy w codzienności, a codzienność jest gliną, z której lepimy każdą chwilę. Musimy się nią zajmować, jeżeli chcemy żyć.

Trzy łyżki nasion chia. Trzy łyżki babki płesznik. Po trzy czwarte szklanki nasion słonecznika, pestek dyni i lnu. Szklanka nasion konopii. Trochę soli. Zaczęłam piec chleb. Taki bez niczego.  Nie oglądając telewizji i nie słuchając radia dowiedziałam się, że oprócz wielu innych, bardziej lub mniej istotnych rzeczy, ostatnio zabijają nas również węglowodany. Oczywiście, że się tym nie przejęłam. Podświadomie szukałam jakiejś formy krzątactwa. Czegoś, co uporządkuje mi myśli. 

Zanurzam dłonie w misce wypełnioną ziarnami. Zaskakująco kojące i wyciszające doświadczenie. Mielę te ziarna na piasek. Dolewam półtorej szklanki ciepłej wody i trzy łyżki oliwy. Zmieniłam zdanie. Zanurzanie dłoni w ciepłej brei jest znacząco lepsze. Właściwie zapomniałam, że piekę chleb, zapomniałam, że oto staję w szranki z węglowodanami i najważniejsze: zapomniałam, że świat stanął na głowie. Może chodzi o to, że gdy wszystko wymyka się spod kontroli, po prostu muszę zająć czymś ręce. To tak, jakby życie zamykało się w tym, co akurat trzymam w dłoniach. Zen zanurzania dłoni w cieście. Równowaga garści pełnych ciepłej brei. Życie toczy się tu i teraz. W tej kuchni. Cieszę się każdą chwilą. Jestem kwiatem lotosu na gładkiej tafli jeziora. Wreszcie mogę „Ujrzeć świat w ziarenku piasku, I niebo w polnym kwiecie, Zamknąć w swej dłoni nieskończoność, A wieczność w jednej godzinie”**.  Ze stuprocentowym zaangażowaniem zamykam tę nieskończoność w dłoni choćby to była tylko ciepła breja zmielonych ziaren, pestek, oliwy i wody. Wlewam breję do foremki i czekam aż piekarnik nagrzeje się do 170 stopni.

fot. Robert Linder

Maciej Wielobób w swojej książce Medytacja w życiu codziennym pisze, że według mistyków sufickich zdrowie bierze się z wewnętrznej harmonii, która zależy od skupienia się w życiu na dwóch czynnikach: dostrojenia do swojego tonu i odnalezienia własnego rytmu. Przytacza też słowa Inayat Khana, wielkiego indyjskiego muzyka i mistyka:

Stanem, jakiego byśmy oczekiwali, jest poczucie stabilności pośród lęku, radości czy niepokoju, a nie stan, w którym każdy wpływ zewnętrzny rzuca nami niczym kawałek papieru. Chcielibyśmy znosić wszystko i być nieporuszonymi w obliczu wszelkich zewnętrznych wpływów.***

Kiedyś podpisałabym się pod tym obiema rękami, dzisiaj niekoniecznie. Bycie nieporuszonym w obliczu trudnych wydarzeń, choć kuszące, wydaje mi się tak samo szkodliwe jak znieczulanie się nadmiernym krzątactwem, nałogami, czy też pozytywnym myśleniem. Wydaje mi się, że nie ma nic dobrego w odwracaniu uwagi od osobistego bólu, którym należałoby się zająć, zamiast poddawać narkozie z przyklejonego uśmiechu. Znalezienie własnego tonu i rytmu to trudny proces. No chyba, że zasada „fake it till you make it”  sprawdza się w tym wypadku. Czy sprawdza się w jakimkolwiek?

Przerzucam co jakiś czas strony Violet robi mostek w trawie. Są to wiersze, zapiski i zdjęcia Lany Del Rey. Lubię, gdy ktoś zaprasza mnie do swojej głowy, do swojego świata. Życzyłabym sobie, żeby każdy artysta wpadał na pomysł wydania swoich zapisków. Chciałabym zobaczyć, co bazgrze na rachunku ze stacji benzynowej, gdy rozmawia przez telefon. Ciekawi mnie, jakie nie nadające się do publikacji zdjęcia są w jego smartfonie. Lana dedykuje tę pozycję „(…) każdemu, czyje zmęczone, cieple popołudniowe dłonie trafiają na te strony – gdziekolwiek je znajdą” .  I dodaje: „Pamiętajcie, że świat spiskuje na waszą korzyść i żyjcie zgodnie z tym przekonaniem”****. To chyba moja ulubiona teoria spiskowa. Z ulgą się teraz na niej skupię. Z chęcią się nią znieczulę.

Wstawiam breję do piekarnika. Za godzinę wyciągnę chleb. Będzie miał kształt. Będzie miał formę. W ciągu dwóch dni zniknie. Jest środa, w piątek zacznę wszystko od początku.

 

So Much Love,

Jaga

 

* Jolanta Brach-Czaina, Szczeliny istnienia, wyd. Dowody na istnienie, Warszawa 2018
** William Blake, Wyrocznie niewinności, tłum. z filmu Lara Croft: Tomb Rider, 2001
*** Maciej Wielobób, Medytacja w życiu codziennym, Ścieżki praktyki w sufizmie uniwersalnym, wyd. Helion, 2019
**** Lana  Del Rey, Violet robi mostek w trawie, wyd. SQN, Kraków 2021

 

OSTATNIE WPISY:
INNE Z TEJ KATEGORII: