close

“Najbardziej zapracowana perkusistka w Polsce” – wywiad z Wiktorią Jakubowską

Jarosław Jazienicki
01-23-2022

Uważacie, że ilość muzycznych projektów was przerasta? Nie znajdujecie czasu na kolejne próby z zespołem? Zaczynacie zastanawiać się czy nie sprzedać mieszkania, bo większość czasu i tak spędzacie w trasie? Poznajcie Wiktorię Jakubowską, perkusistkę współpracującą między innymi z Karaś/Rogucki, Ralphem Kamińskim, Kasią Lins czy Pauliną Przybysz. Wokalistką, flecistką oraz oczywiście jedną z czołowych polskich perkusistek. Poznajcie świat osoby, która całe swoje życie poświęciła muzyce.

 

Jak zostaje się perkusistką gwiazd?

O, nie wiedziałam, że gram z gwiazdami! Rozumiem, że chodzi o rozpoznawalność artystów. U mnie wszystkie współprace zaczęły się przez kontakty personalne. Poznawaliśmy się na imprezie, premierze lub po prostu ktoś usłyszał o mnie i zaprzyjaźniliśmy się. Zdarzają się też jakieś przesłuchania, castingi itd., ale wtedy kontakt międzyludzki staje się mniej kluczowy, a on jest dla mnie najważniejszy. Z tymi ludźmi potem spędzasz dużo czasu w busie, studio czy na próbach. Jeśli między wami nie ma chemii, to od razu to słychać chociażby na koncertach.

Historia zna wiele przypadków muzyków, którzy pomimo jawnej nienawiści do siebie grali razem i koncertowali.

To tzw. czyste sidemaństwo, a mnie to za bardzo nie interesuje. Z przyjaźni i dobrych relacji powstają najlepsze rzeczy. Większość moich współpracy jest na stałe i te relacje są bardzo ważne.

Jak odnajdujesz się w tak wielu stylach muzycznych. Wiem, że jesteś po akademii jazzowej, czy nadal są to dla Ciebie swego rodzaju wyzwania?

Tak. I ja bardzo lubię wszelkie wyzwania. Jest dla mnie ważne w życiu muzycznym, by cały czas się rozwijać. Powstają nowe kombinacje gatunków, nowe style, są ich prekursorzy. Na przykład Herbie Hancock, który jest w branży muzycznej od wielu lat, pomimo bycia jazzowym pianistą chyba jako pierwszy, połączył hiphopowe skrecze z jazzem. Chodzi mi o rozwój, a jeśli coś ci odpowiada, z czymś się utożsamiasz, to dlaczego masz tego nie robić? Sama słucham przeróżnej muzyki i czasami fajnie jest oscylować między wieloma gatunkami, starać się z każdego coś wyciągnąć. To wpływa na twoją tożsamość artystyczną, tak jak malarz ma rożne barwy, a z połączenia dwóch powstaje nowy kolor.

Gdzie na to wszystko znajdujesz czas? Próby, koncerty, wyjazdy przecież nasza doba ma jednakową długość!

Większość swojego życia poświęciłam na granie, stąd taka duża liczba projektów. Oczywiście zdarzają się sytuacje, kiedy muszę komuś odmówić i powiedzieć, że nie mogę wejść w dany projekt, bo nie wystarcza mi tej doby. To nawet nie jest kwestia wyboru. Coś mi się bardziej podoba, coś mniej, i chociaż to też czasem ma znaczenie, to staram się coraz bardziej świadomie wybierać projekty. Jednak dla mnie najważniejsze jest, gdzie mam największy wkład artystyczny i twórczy. Przykładowo, współpracując teraz z Karaś/Rogucki kolektywnie piszemy drugą płytę, razem pracujemy nad piosenkami i razem je nagrywamy. Z tego właśnie względu jest to w tej chwili bardzo istotny dla mnie zespół, bo spełniam się na każdym polu. Jeśli chodzi o próby, to w gorącym okresie koncertowym jest ich mniej, ale każdy z nas poświęca na nie swój czas, kiedy tylko może, by być dobrze przygotowanym do grania.

Chciałbym zapytać o wizerunkową stronę występów. Jak to wygląda w zespołach, z którymi współpracujesz, są rożne przemiany, outfity? Jak się w nich odnajdujesz?

Ralph Kamiński ma całą swoją wizję i kreacje na dany album. On bardzo wybiega w przód: wie jak będzie wyglądała kolejna płyta, jaką będzie miała szatę graficzną, jak ubierze swoich muzyków i siebie. Traktuje to jak wydarzenie teatralne, audiowizualne, a nie tylko zwykły koncert. U Kasi Lins wizerunek odgrywa również bardzo dużą rolę, są wykorzystywane na przykład elementy kościelne. Nie chodzi tu o żadną profanację czy wydźwięk antykościelny, tylko o wykorzystywanie elementów, które nas otaczają. Jeśli chodzi o moje podejście do tego typu kreacji, to na początku miewam mały zgrzyt, gdy nie do końca się z nimi utożsamiam, ale staram się dostosowywać tak, by dla obu stron było to satysfakcjonujące i komfortowe.

Czy grasz jeszcze jakieś małe koncerty, takie dla 50 osób? Masz swoje ulubione preferencje koncertowe, jeśli chodzi o wielkość występów?

Wciąż zdarza mi się grać dla zaledwie 20 osób, na przykład koncerty improwizowane. Zupełnie nie chodzi tu o liczbę słuchaczy, tylko o to, co możemy przekazać, ile to nam sprawia satysfakcji i jaka jest energia między nami a odbiorcami. Tak naprawdę to nigdy nie wiesz, co z danego koncertu wyniknie. Czasem możesz mieć gorszy humor, może przez jakąś sytuację niezwiązaną z koncertem i totalnie beznadziejnie będzie ci się grało, ale to nie jest kwestia tego, że na koncert przyszła określona liczba osób. Natomiast jeśli jesteś w stanie wyrzucić z siebie te negatywne emocje, to będziesz mieć satysfakcję z każdego występu.

Czy jest coś takiego, co chciałabyś przekazać publiczności swoją grą?

Jestem w tej komfortowej sytuacji, że mogę grać muzykę, która mi się podoba i nie muszę iść na żadne ustępstwa, dlatego wszystko co wykonuję na żywo jest totalnie szczere. Najistotniejsza jest ta wymiana energetyczna między wykonawcą a publicznością oraz ludźmi, którzy są na scenie. Gdy schodzimy ze sceny i przybijamy sobie piątki po bardzo dobrym występie, to mam ogromną satysfakcję, bo dobrze wykonałam swoją robotę i wszyscy, łącznie z publiką, świetnie się przy tym bawili. Te emocje są dla mnie najważniejsze.

Jak wygląda w Twoim przypadku kwestia praw autorskich?

Do muzyki, którą współtworzę mam pełne prawa: podział jest równy, a każda z osób zaangażowanych w proces komponowania ma swój procent. Tak jest na przykład w Karaś/Rogucki, oczywiście poza tekstami, które głównie pisze Piotr. Ważne jest, by po prostu nie bać się o tym rozmawiać, by potem nie siedzieć z boku i nie mówić sobie:  wymyśliłam pół piosenki, ale to nie ważne. Oczywiście z perspektywy czasu widzę, że sama musiałam nauczyć się o tym rozmawiać, i to najlepiej przed nagraniem, a nie po fakcie. To na pewno jest istotny element, o którym warto pamiętać.

No właśnie, pieniądze, czyli kwestia która wszystkich interesuje. Jak wygląda zróżnicowanie stawek przy tylu projektach?

To nie jest dla mnie najważniejsza kwestia, ale oczywiście z tego żyję i nie gram za darmo, chociaż jeśli jakiś artysta niszowy poprosi mnie o dogranie partii, a mnie się projekt spodoba, to nie ma problemu bym zrobiła to pro bono. Mam jakieś swoje stawki, jednak tu jest właśnie różnica między byciem pełnoprawnym członkiem zespołu, a jedynie sidemanem. Zazwyczaj jest to ustalane wcześniej i zależne, przykładowo, od liczby utworów. Warto też zapytać doświadczonych kolegów, jaką stawkę podać, gdy pojawi się jakaś propozycja koncertowa. Przy tym nie wchodzę w szczegóły czy to bardzo duży czy mniejszy koncert, trzymam się raczej jednej stawki. Mam jednak w tych kwestiach bardziej koleżeńskie niż biznesowe podejście.

Jakie kobiety odegrały w Twoim życiu największą rolę?

Przede wszystkim moja najbliższa rodzina, czyli mama, która mnie od dziecka wspierała, zawoziła na konkursy, koncerty. Także moja matka chrzestna, która kupiła mi na osiemnastkę zestaw perkusyjny. Grałam wtedy dwa lata i gdy zobaczyła, że poważnie podchodzę do muzyki, to chciała mi w tej drodze twórczej pomóc. Wsparcie rodziny we wczesnych latach było ogromnie ważne i wiem, że bez nich by mnie tutaj na pewno nie było.  Jeśli chodzi o artystki, to Erykah Badu jest dla mnie bardzo ważną osobą i świadomą kobietą, zgadzam się z przekazem, który płynie z jej twórczości.

Czy są jeszcze jakieś inne osoby, które stanęły na Twojej życiowej drodze i są dla Ciebie szczególnie ważne?

Myślę, że opinia każdego człowieka miała na mnie duży wpływ. Spotkałam w swoim życiu masę ludzi, po części wszyscy mnie jakoś ukształtowali. Super jest słyszeć miłe i pozytywne komentarze, aczkolwiek największa nauka płynie z tych krytycznych, lecz konstruktywnych opinii, ponieważ chcesz być coraz lepszy w tym co robisz.

Czujesz jakąś inną energię grając z kobietami, wolisz te bardziej żeńskie składy?

Bardzo sobie cenię ludzi i ich charaktery, nie jest tutaj kluczowa płeć. Wszystko zależy od człowieka i nie ma tu różnicy czy są same kobiety w zespole czy jednak większość mężczyzn. Lubię jednak przypadki, gdy jest zachowana równowaga w tej kwestii. Nie mogę powiedzieć, że wolę grać w składach złożonych z samych dziewczyn, nie chcę nikogo dyskryminować. Każdy może wnieść coś innego.

Rzadko mówi się o porażkach lub zwątpieniu. Czy przychodzą Ci na myśl jakieś, którymi chciałabyś się podzielić?

Mam raczej pozytywne podejście do życia i nie miewam szczególnych momentów zwątpienia, chociaż czasem dotyczą one moich umiejętności. Nie dochodzi natomiast do momentów, w których zastanawiam się po co ja to robię, albo że mogłabym robić coś innego. Nie przypominam sobie, by w ostatnim czasie coś takiego się zdarzyło. Małe porażki zawsze się przytrafiają, na przykład czasami nie dochodzi do realizacji projektów, w których pokładałam jakieś swoje nadzieje. Ale to drobnostki i bardzo doceniam, że tych złych momentów jest stosunkowo niewiele.

Czy masz jakieś rady dla młodych muzyków, jak mogliby zaistnieć i wybić się w tym świecie?

Na pewno warto kreatywnie wykorzystywać media społecznościowe. Choć wiem, że Facebook jest już trochę boomerski, to i tak uważam, że warto mieć tam swoją stronę. Oczywiście Instagram i nie chodzi tu, by od razu dzielić się całym swoim życiem, ale fajnie jest pokazać co się akurat robi. Przykładowo, gdy siedzisz w salce, ćwiczysz i zagrasz jakiś fajny motyw, to warto wrzucić go do sieci, podzielić się z innymi. Często poznaje się innych muzyków właśnie przez internet, a jeśli cię tam nie będzie, to tracisz okazję potencjalnej współpracy. Właśnie dzięki Instagramowi zaczęłam współpracę z marką Sabian. Wracając do rad ogólnych, na pewno warto po prostu uwierzyć sobie. Wiadomo, że w tej branży jest dużo niepewności i trudno czasami zgasić w sobie samokrytykę, ale jeżeli wiesz, że coś jest dobre i totalnie twoje, to warto w to brnąć. Jeśli ty w to wierzysz, to odbiorcy też uwierzą, bo wiadomo, że jest to szczere.

Jakie masz plany na przyszłość?

Na pewno po Nowym Roku wydamy płytę z Karaś/Rogucki. Również możliwe, że w niedalekiej przyszłości ukaże się coś, co jest stworzone tylko przeze mnie. Jeśli tylko mam chwilę, to pracuję nad własnymi utworami, w których gram na wszystkich instrumentach, śpiewam oraz produkuję całość. Więcej nie będę zdradzać, gdzie, co i jak.

Jarosław Jazienicki
Społeczność Tak Brzmi Miasto
Perkusista, menedżer, operator, działacz związany z Thvn i wrocławską sceną.
OSTATNIE WPISY: